2014/11/25

"Dziesięć płytkich oddechów" - K. A. Tucker (recenzjuje Arati)

Tytuł: Dziesięć płytkich oddechów
Autor: K. A. Tucker
Tytuł oryginalny: Ten tiny breaths
Ilość stron: 421
Data wydania: 18.06.2014

Książkę kupiłam na Targach w Krakowie razem z Ishyą, która zachęciła mnie do tego zakupu.

Głowną bohaterką jest Kacey, dwudziestolatka, która po stracie rodziców, razem z pietnastoletnią siostrą, Olivią zamieszkała u cioci i wujka. Niestety są zmuszone się wyprowadzić, ponieważ wujek Raymond miał nieprzyjemne plany względem młodszej dziewczyny.

Kace, bardzo ciężko ucierpiała kiedy zdażył się wypadek - zginęli jej najbliźsi, a w jej ciele musi być teraz wiele metalowych elementów podtrzymujących ją przed rozsypaniem. Dodatkowo co noc ma koszmary. Nie może oddychać i ciężko jest ją obudzić przez co jej siostra nieraz musiała wylewać na nią szklanę zimnej wody. Zazwyczaj śni jej się wypadek. Przez niego jest bardzo zamknięta w sobie, nie pozwala trzymać się za rękę, ponieważ przypomina jej to o chłopaku, który zginął.

"Nie otwiera się, nie potrafi znieść dotyku dłoni, ponieważ przypomina jej o śmierci. Nie dopuszcza nikogo do siebie, ponieważ idzie za tym ból."

Wszystko odmienia się kiedy dziewczyny wprowadzają się do małego mieszkania w Miami. Sąsiadują z bardzo młodą mamą, która wygląda jak lalka barbie, mieszkającą ze swoją małą córeczką Mią, w której Livie od razu się zakochuje oraz z chłopakiem z mieszkania 1D, Trentem Emersonem. Chłopak jest bardzo przystojny, ma dołeczki i hipnotyzujące niebieskie oczy. Kacey czuje do niego coś czego nigdy nie czuła, jednak nie chce się zbliżyć ze względu na przeszłość. W końcu się zakochuje, Trent chce ją uszczęśliwić, udaje mu się.. Do czasu gdy spotykają jego rodziców.
Od tego momentu wszystko, całe to szczęście zbudowane w książce zawala się. Od początku wiedziałam, że to musi się zdarzyć, czekałam na to mając nadzieje, że nie złamie mi to serca. Niestety, zaczęłam sądzić, że jednak moje przeczucia okażą się błędne i straciłam czujność. Właśnie wtedy uderzyl ból.

Płakałam bardzo długo nie mogąc się otrząsnąć, pogodziłam się z myślą, że tak musi być. Dlatego zaskoczył mnie koniec, nie spodziewałam się, że sprawy przyjmą taki kierunek, że jednak można być szczęśliwym.

Książka podzielona jest na osiem etapów. Każdy dopracowany idealnie, wszystko układa się w piękną, bolesna całość. Pokochałam bohaterów od razu i nie mogłam oderwać się od książki, tym sposobem przeczytałam ją w parę godzin. Treść zdecydowanie nie jest przeznaczona dla młodych czytelników. Są w niej różne sceny, o których młodsi nie powinni wiedzieć.
Historia daje do myślenia. Pokazuje jak może wyglądać życie kiedy coś poszło naprawdę nie tak i że jednak można z nim normalnie funkcjonować, żyć.

" - Zawsze to bardzo długo [...]
 - Zawsze nie trwa wystarczająco długo, jeśli chodzi o ciebie."

"Smakuje jak arbuz po życiu w pragnieniu. Jest jak powietrze po latach spędzonych pod wodą.
jest jak życie."

Polecam z całego, poturbowanego tą historią, serca. Naprawdę warta przeczytania!
Arati

2014/11/09

"Osobliwy dom pani Peregrine" - Ransom Riggs (recenzjuje Ishya)

Tytuł: Osobliwy dom pani Peregrine
Autor: Ransom Riggs
Tytuł oryginalny: Miss Peregrine’s Home for Peculiar Children 
Ilość stron: 400 
Data wydania: 07.11.2012

 Do przeczytania tej książki zachęcił mnie jej "zwiastun", który wstawię Wam niżej. Przez jakiś czas patrzyłam za nią w księgarniach, ale nie przyniosło to większych efektów, natomiast, gdy zobaczyłam ją na targach książek w Krakowie (na których byłam z Arati) po chwili zastanowienia kupiłam ją.

"Nie były to jednak potwory z mackami i gnijącą skórą, takie, które umiał sobie wyobrazić siedmiolatek, lecz potwory o ludzkich obliczach, w eleganckich mundurach, maszerujące równym krokiem i tak boleśnie banalne, że człowiek rozpoznawał w nich monstra dopiero, kiedy było już za późno."
 Jacob nie ma za wielu przyjaciół, prowadzi bardzo zwyczajne i  nudne życie, oczywiście do czasu... pewnego dnia jego dziadek umiera (chociaż stosowniej byłoby powiedzieć "ginie") w tajemniczych okolicznościach i tak to wszystko się zaczyna. Historyjki o pogodnym walijskim sierocińcu strzeżonym przez ptaszysko, o osobliwych dzieciach, o potworach, to  wszystko nabiera sensu! Jacob wyrusza w podróż na tą tajemniczą wyspę odciętą od świata aby rozszyfrować ostatnie słowa dziadka.

 Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie.  Klimatu dodają specyficzne i nieco niezwykłe fotografie, a także listy i rysunki. Nie zgodzą się natomiast ze słowami "trzymający w napięciu thriller". Nie. To nie było sprzerażające, to było... osobliwe. Świat jest naprawdę dobrze przedstawiony, a postacie świetnie wykreowane. Czytało się naprawdę miło. Ogromny plus za piękne wydanie tej "baśni dla młodzieży". Nic dodać. Nic ująć. Z przyjemnością sięgnę po drugi tom, czyli "miasto cieni", natomiast nie czuję pośpiechu. Wiem, że ta powieść na mnie poczeka.

"Kiedyś marzyłem o ucieczce przed zwykłym życiem, ale tak naprawdę moje życie nigdy nie było zwyczajne. Po prostu nie zauważałem jego niezwykłości."

Powieść podobała mi się, była dziwna... miejscami zaskakująca... osobliwa.
Ishya.  

2014/11/08

"Wszechświaty" - Leonardo Patrignani (recenzjuje Arati)


Tytuł: Wszechświaty
Autor: Leonardo Patrignani
Tytuł oryginalny: Multiversum
Ilosć stron: 272
Data wydania: 20.07.2013

Książkę wyhaczyłam na Targach Książki w Krakowie, na których byłam razem z Ishyą. Byłyśmy na spotkaniu z autorem i jest to pierwsza książka z autografem jaką posiadam!

Alex i Jenny porozumiewają się za pomocą umysłów. Na początku są to po prostu przebłyski obrazów, które doprowadzają do stracenia świadomości przez naszych bohaterów. Trochę później przekształca się to w wymianę pojedynczych słów, która co prawda nadal jest wyczerpująca, ale już nie tak bardzo. W końcu przeradza się to w wymianę zdań bez jakiegokolwiek bólu czy słabości.
Alex mieszka w Mediolanie, Jenny - w Melbourne.


W odkryciu o co w tym wszystkich chodzi, pomaga Alex'owi Marco, jego najlepszy przyjaciel jeżdżący na wózku. Jest technologicznym geniuszem, tworzy własne oprogramowania i urządzenia. Od czasu wypadku, w którym stracił nogi i rodziców zastanawia się czy istnieje inny wymiar, w którym ten wypadek się nie odbył. Alex z początku nie wierzy jego teorii i postanawia spotkać się z Jenny. Wylatuje do Australii. Umawia się z dziewczyną, że spotkają się na molo, ale kiedy do niego dociera okazuje się, że jej nie ma. Probuje dowiedzieć się od mieszkańców okolicy gdzie mieszka rodzina Graver'ów. Niestety, w jego świecie Jenny nie żyje od dziesięciu lat..

Nastolatkowie muszą odrkyć jak się spotkać i czym jest Pamięć. Mają mało czasu, bo zbliża się wielka asteroida gotowa zniszczyć każdy alternatywny świat bez wyjątku..


W książce zakochałam się "od pierwszego wejrzenia". Od razu mnie wciągnęła. Dzięki prostemu językowi autora bardzo łatwo się ją czyta, mimo trudnych zagadnień. Niesamowity jest sam zamysł wszechświatów, jak i to, że są bardzo dobrze rozwiniętym wątkiem, a nie tylko napomknięte mimo chodu.

Nie sposób jest domyślić się jak potoczą się wydarzenia. Początek przedostatniego rozdziału zszokował mnie tak bardzo, że przerwałam czytanie i przez kilka minut siedziałam z rozdziawioną buzią, przetwarząjąc to co przed chwilą przeczytałam. Na szczęście następny rozdział rozwiał moje różne wątpliwości i można powiedzieć, że wszystko skończyło się dobrze. Nie mogę się doczekać, aż będzie mi dane przeczytać następną część.

"W chwili, w której zniknie świadomość... Pamięć będzie jedyną, ostatnią alternatywą"

"- Może i jestem snem. Jestem tylko snem.
 - Tak, najpiękniejszym snem, jaki kiedykolwiek miałem.
 - Ale sny znikają.
 - Więc nie chcę się przebudzić."


Myślę, że naprawdę warto przeczytać "Wszechświaty", książki tego typu zmieniają pogląd na świat, dają do myślenia i rozwijają wyobraźnie.
Arati.