2014/10/21

"Zieleń Szmaragdu" - Kerstin Gier (recenzjuje Arati)

UWAGA!
Ta recenzja dotyczy ostatniej części Trylogii czasu. Poprzednie to "Czerwień rubinu" i "Błękit szafiru".

Tytuł: Zieleń szmaragdu
Autor: Kerstin Gier
Tytuł oryginalny: Smaragdgrun. Liebe geht durch alle Zeiten
Ilość stron: 456
Data wydania: 22.02.2012

Ta część nie była gorsza od poprzednich. Wciągnęła mnie całkowicie, tak, że kiedy musiałam zrobić sobie przerwę w czytaniu, głowiłam się nad tym jak rozwiążą się kolejne zagadki.

Na samym początku Gwendolyn razem z Xemeriusem, który jest demonem, odnajdują skarb pozostawiony przez dziadka naszej bohaterki. Jest nim skrzynka, ukryty w niej został naprawdę cenny przedmiot i lepiej żeby nikt nie dowiedział się o jego istnieniu.
Wynika z tego wielkie zamieszanie ponieważ Charlotta usilnie próbuje odkryć ich tajemnicę. Na szczęście z pomocą paru osób udaje się przechytrzyć kuzynkę Gwen i zatuszować ślady skarbu.


Życie Gwen wisi na włosku i właśnie wtedy Gideon postanawia wyznać jej miłość. Dziewczyna cudem wychodzi cało z potyczki z lordem Alastair'em, ale kiedy wie, co czuje jej ukochany staje się najszczęśliwszą dziewczyną i obdarowuje swoim szczęściem innych. Chwile później dowiaduje się, że jej życie wcale nie będzie takie krótkie...
Odkrywa także przez przypadek, że jej mama tak naprawdę wcale nią nie jest. Kto jest jej prawdziwymi rodzicami? O tym przekonasz się tylko wtedy gdy przeczytasz tę książkę.

W tej części działo się, myślę, że więcej niż w poprzednich. Przez cały czas Gwen towarzyszył Xemerius, którego wprost ubóstwiam i mimo, że jest tylko gargulcem-demonem, potrafi mnie rozśmieszyć. Śmiałam się za każdym razem gdy tworzył scenariusz swojej nienapisanej opowieści przeszkadzając tym samym Gwendolyn i Gideonowi na przykład w... całowaniu! Nawet jeśli sytuacja ta nie była zabawna.
Jestem szczerze oddana tej historii i naprawdę smucę się, że nie będzie dalszego ciągu. Tak jak poprzednie części, tą przepełnia miłość, smutek, radość i te wszystkie emocje, które towarzyszą niebezpieczeństwu.

"Kiedy mnie całujesz jest tak, jakby ktoś usuwał mi ziemię spod nóg. Nie mam pojęcia, jak to robisz ani gdzie się tego nauczyłaś. Jeśli to był film, to koniecznie musimy go razem obejrzeć."

"Gwendolyn! O mój boże! Gwenny! Proszę, nie! Nie możesz umrzeć, słyszysz Gwenny? Zostań ze mną. Kocham cię Gwenny, proszę, nie zostawiaj mnie."


PODSUMOWUJĄC :)

Wszystkie ksiązki serii "Trylogia czasu" okazały się naprawdę dobrymi. Każda część została napisana świetnie i na poziomie. Przy każdej znajdowałam inny powód do smutku czy radości i nie potrafię przeboleć tego, że dalszy los Gwen i Gideona nie będzie kontynuowany. Przydała by się choć jeszcze jedna część, w której mogłoby być opisane ich życie po tym szczęśliwym zakończeniu. Z chęcią poznałabym, teraz jeszcze nienarodzone, następne dziecko Lucy i Paula. Chcialabym wiedzieć co działo się z Charlottą, nawet jeśli jej nie lubię. Czy znalazła kogoś? Czy jej miłość do Gideona wygasła czy też nie? 
Z pewnością będę wymyślać tysiące scenariuszy tego co mogło się wydarzyć po zakończeniu w książce. Czy Xemerius dalej był tak uroczy i nieznośny jakim go znamy? Co się stało z małym Robertem? 
Jest tyle niedokończonych, według mnie, spraw.. Mimo to cieszę się, że mogłam zagłębić się w tą wciągającą opowieść. Będzie to dla mnie kolejne, niezapomniane przeżycie, następny wątek zapisany w głowie. Najważniejsze jest to, że wszystko skończyło się dobrze, a miłość Gwenny i Gideona pozostanie na wieki.


"Skacz - i lecąc w dół, pozwól, by wyrosły ci skrzydła."

"Zieleń szmaragdu" jak i całą "Trylogię czasu" polecam zdecydowanie i z całego serca. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się aby ostatnia częśc tak bardzo sprawiła, że pokocham całą serię, więc coś to oznacza. Osobo, która nie przeczytała żadnej części, a jakimś cudem tu trafiła, wiedz, że przeczytać naprawdę warto!!
Arati.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz