UWAGA!
Jeżeli nie przeczytałeś pierwszej części, czyli "Anioł", nie czytaj tej recenzji - jest o drugiej części.
Tytuł: Płomień aniołaAutor: Lee Weatherly
Tytuł oryginalny: Agnel fire
Ilość stron: 504
Data wydania: 28.05.2014
Zacznę od tego, że nawet nie wiedziałam, że "Anioł" będzie mieć kolejne części, ale kiedy tylko to zobaczyłam musiałam kupić.
Prolog jest o chłopaku, którego nie było w poprzedniej części. Seb szuka jakiejś dziewczyny. Włamuje się do czyjegoś mieszkania, w celu skorzystania z komputera. Znajduje tam adres pewnego sierocińca i udaje sie go odwiedzić. Niestety tak także jej nie ma. Nastolatek ma wątpliwości czy ona w ogóle istnieje...
Willow ma sen. Śni jej się jakieś miejsce w Meksyku i tajemniczy chłopak. Opowiada go Alex'owi pomijając tego ostatniego, mówi mu, że muszą się tam udać, bo coś się zdarzy, chociaż sama do końca nie jest pewna co to będzie.
Ta część według mnie je zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Pięknie napisana. Jak zwykle bywa w książkach miłosnych w tej również jest trochę sprzeczek między zakochanymi. To bardzo urozmaica historię i czyni ją ciekawszą.
"Rzuciłam się na niego, tuląc go i obejmując. On także chwycił mnie w ramiona i zaśmiewając się ze szczęścia, podniósł na moment. Myślałam zrazu, że ja również się śmieję, ale potem uświadomiłam sobie, że zalewam się łzami - teraz, kiedy wszystko było w porządku, coś we mnie pękło jak guma rozciągnięta do granic możliwości i rozpłakałam się żałośnie, jakbym już nigdy nie miała przestać."
Osobo, która zakochała się lub choć trochę polubiła pierwszą część, uważaj, ta skradnie twe serce!
Arati

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz