2015/05/11

"Córka dymu i kości" - Laini Taylor (recenzuje Arati)







Tytuł: Córka dymu i kości

Autor: Laini Taylor

Tytuł oryginalny: Daughter of Smoke and Bone

Ilość stron: 397

Data wydania: 12.01.2012









Cała moja przygoda z "Córką dymu i kości" zaczęła się od zobaczenia gdzieś w internecie obrazka z jedną z początkowych stron.


Jako, że kocham anioły, od razu zaczęłam szukać tej książki. Gdy w końcu ją znalazłam, szukałam okazji na jej kupienie. Kiedy już miałam ją w rękach i zaczęłam czytać... całkowicie się rozczarowałam - wydała mi się bardzo dziwna i trochę może głupia. Ale po pewnym czasie ciekawość tego, co jest w środku jednak zwyciężyła. I jak się okazało, bardzo dobrze, że zwyciężyła.

Kim jest główna bohaterka? Ma na imię Karou. Oprócz tego, że ma niebieskie włosy, wydaje się być zwyczajną siedemnastolatką - chodzi do szkoły, spędza czas z przyjaciółką i potrafi rysować. Jednakże nigdy nie zaprasza nikogo do domu, a co jakiś czas po prostu znika i nikt nie wie co się z nią dzieje i kiedy wraca jest blada, okropnie zmęczona lub nawet z obrażeniami czy też jakąś groźną chorobą.

Dlaczego tak jest? Jej opiekun - Brimstone, który nawet nie jest człowiekiem wysyła ją po różne zlecenia. Za każdym razem w inne miejsce, ale za każdym razem po to samo - zęby. Najróżniesze: słoni, węży, tygrysów, właściwie każdego gatunku jaki istnieje, nawet ludzkie.
Brimstone - jak również trzy inne istoty, z którymi dziewczyna mieszkała od dziecka - jest chimerą, czyli połączeniem wielu gatunków. 

Podczas wypełniania jednego ze swoich zleceń, Karou zauważa, że na drzwiach, które prowadzą do sklepu Brimstone'a, została wypalona dłoń. I tak w każdym miejscu na ziemi, w którym można było się do niego dostać. To serafini - aniołowie - przybyli ponownie, by odciąć całkowicie ich świat od świata ludzi. Pomiędzy tymi niebiańskimi istotami a chimerami od zarania dziejów toczy się wojna. Istoty stworzone z płomienia przeciwko istotom dymu i kości.

Drzwi z wypalonymi dłońmi stanęły w ogniu, nie dało się go ugasić, ale też nie zapalało się nic innego. Karou straciła jedyny kontakt z tymi przedziwnymi istotami, które były jej rodziną. Od pewnego upadłego anioła dowiedziała się, że istnieje jeszcze jedno - lecz bardzo dobrze strzeżone przejście. Postanowiła się do niego dostać. Na jej przeszkodzie stanął jednak nie kto inny jak piękny, młody i śmiertelnie niebezpieczny anioł.


Uważam, że ta książka jest naprawdę bardzo ciekawa. Ważne jest tylko, żeby nie zrazić się na samym początku do tych dziwactw - tak jak ja to zrobiłam, bo może nas ominąć kawał dobrej historii. Jest tak rozwinięta i dopracwana, że potrafi zaskoczyć w miejscu, w którym myśleliśmy, że już wszystko jest odkryte. 
Czyta się ją bardzo szybko i nawet się nie obejrzałam, a już dochodziłam do końca książki. Wiem, że na pewno nie obejdzie się bez kupienia następnej książki, bo jestem zauroczona tą historią i nie chcę by się skończyła.

"- Nadzieja jest wewnątrz ciebie, a życzenia to tylko magia ?
- Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią."

"Pragnęła czyjejś obecności obok siebie, oparcia. Dotyku palców na karku i głosu witającego ją w ciemności. Kogoś, kto będzie czekał z parasolem, żeby odprowadzić ją do domu, i rozjaśni się w uśmiechu, kiedy zobaczy ją nadchodzącą. Kto będzie z nią tańczył na balkonie, dotrzymywał obietnic, znał jej sekrety i stwarzał świat, w którym będą tylko ich ramiona, jego szept i jej ufność."

"-Motyle w brzuchu - westchnęła Karou. - Wiem coś o tym. Ale myślę, że motyle zawsze są w brzuchu, każdy ma je cały czas...
- Jak bakterie?
- Nie, nie jak bakterie. Czasem motyle reagują na kogoś, na poziomie chemicznym, jak feromony, więc kiedy jesteś blisko tego kogoś, zaczynają tańczyć. Nic na to nie poradzą, to chemia.
- Chemia. To jest dopiero romantyczne.
- Prawda? Głupie motyle."

"Teraz rozumiała, czemu ból był ceną za magię: był potężniejszy niż szczęście. Niż wszystko."

Naprawdę bardzo bardzo polecam,
Arati.