Tytuł: Córka dymu i kości
Autor: Laini Taylor
Tytuł oryginalny: Daughter of Smoke and Bone
Ilość stron: 397
Data wydania: 12.01.2012
Cała
moja przygoda z "Córką dymu i kości" zaczęła się od
zobaczenia gdzieś w internecie obrazka z jedną z początkowych
stron.
Jako,
że kocham anioły, od razu zaczęłam szukać tej książki. Gdy w
końcu ją znalazłam, szukałam okazji na jej kupienie. Kiedy już
miałam ją w rękach i zaczęłam czytać... całkowicie się
rozczarowałam - wydała mi się bardzo dziwna i trochę może
głupia. Ale po pewnym czasie ciekawość tego, co jest w środku
jednak zwyciężyła. I jak się okazało, bardzo dobrze, że
zwyciężyła.
Kim
jest główna bohaterka? Ma na imię Karou. Oprócz tego, że ma
niebieskie włosy, wydaje się być zwyczajną siedemnastolatką -
chodzi do szkoły, spędza czas z przyjaciółką i potrafi rysować.
Jednakże nigdy nie zaprasza nikogo do domu, a co jakiś czas po prostu
znika i nikt nie wie co się z nią dzieje i kiedy wraca jest blada,
okropnie zmęczona lub nawet z obrażeniami czy też jakąś groźną
chorobą.
Dlaczego
tak jest? Jej opiekun - Brimstone, który nawet nie jest człowiekiem
wysyła ją po różne zlecenia. Za każdym razem w inne miejsce, ale
za każdym razem po to samo - zęby. Najróżniesze: słoni, węży,
tygrysów, właściwie każdego gatunku jaki istnieje, nawet ludzkie.
Brimstone
- jak również trzy inne istoty, z którymi dziewczyna mieszkała od
dziecka - jest chimerą, czyli połączeniem wielu gatunków.
Podczas
wypełniania jednego ze swoich zleceń, Karou zauważa, że na
drzwiach, które prowadzą do sklepu Brimstone'a, została wypalona
dłoń. I tak w każdym miejscu na ziemi, w którym można było się
do niego dostać. To serafini - aniołowie - przybyli ponownie, by
odciąć całkowicie ich świat od świata ludzi. Pomiędzy tymi
niebiańskimi istotami a chimerami od zarania dziejów toczy się
wojna. Istoty
stworzone z płomienia przeciwko istotom dymu i kości.
Drzwi
z wypalonymi dłońmi stanęły w ogniu, nie dało się go ugasić,
ale też nie zapalało się nic innego. Karou straciła jedyny
kontakt z tymi przedziwnymi istotami, które były jej rodziną. Od
pewnego upadłego anioła dowiedziała się, że istnieje jeszcze
jedno - lecz bardzo dobrze strzeżone przejście. Postanowiła się
do niego dostać. Na jej przeszkodzie stanął jednak nie kto inny
jak piękny, młody i śmiertelnie niebezpieczny anioł.
Uważam,
że ta książka jest naprawdę bardzo ciekawa. Ważne jest tylko,
żeby nie zrazić się na samym początku do tych dziwactw - tak jak
ja to zrobiłam, bo może nas ominąć kawał dobrej historii. Jest
tak rozwinięta i dopracwana, że potrafi zaskoczyć w miejscu, w
którym myśleliśmy, że już wszystko jest odkryte.
Czyta
się ją bardzo szybko i nawet się nie obejrzałam, a już
dochodziłam do końca książki. Wiem, że na pewno nie obejdzie się
bez kupienia następnej książki, bo jestem zauroczona tą historią
i nie chcę by się skończyła.
"- Nadzieja jest wewnątrz ciebie, a życzenia to tylko magia ?
- Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią."
- Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią."
"Pragnęła czyjejś obecności obok siebie, oparcia. Dotyku palców na karku i głosu witającego ją w ciemności. Kogoś, kto będzie czekał z parasolem, żeby odprowadzić ją do domu, i rozjaśni się w uśmiechu, kiedy zobaczy ją nadchodzącą. Kto będzie z nią tańczył na balkonie, dotrzymywał obietnic, znał jej sekrety i stwarzał świat, w którym będą tylko ich ramiona, jego szept i jej ufność."
"-Motyle w brzuchu - westchnęła Karou. - Wiem coś o tym. Ale myślę, że motyle zawsze są w brzuchu, każdy ma je cały czas...
- Jak bakterie?- Nie, nie jak bakterie. Czasem motyle reagują na kogoś, na poziomie chemicznym, jak feromony, więc kiedy jesteś blisko tego kogoś, zaczynają tańczyć. Nic na to nie poradzą, to chemia.
- Chemia. To jest dopiero romantyczne.
- Prawda? Głupie motyle."
"Teraz rozumiała, czemu ból był ceną za magię: był potężniejszy niż szczęście. Niż wszystko."


